Pielęg­niarka zarobi tyle co lekarz bez specjalizacji

Andrzej Duda pod­pisał ustawę reg­u­lu­jącą sposób usta­la­nia najniższego wyna­grodzenia pra­cown­ików medy­cznych. Zgod­nie z ustawą docelowa wysokość najniższego wyna­grodzenia zasad­niczego będzie osiąg­nięta po upły­wie okresu prze­jś­ciowego – do końca 2021 r. Pier­wsze wzrosty – o co najm­niej 10 proc. różnicy między wyna­grodze­niem zasad­niczym a min­i­mal­nym – zaplanowano już od 1 lipca tego roku. Następ­nie będzie ono pod­wyższane corocznie o co najm­niej 20 proc. tej różnicy.

Pielęg­niarka z tytułem mag­is­tra i ze spec­jal­iza­cją ma zara­biać co najm­niej 5,3 tys. zł. Min­i­malne wyna­grodze­nie pielęg­niarki bez tytułu mag­is­tra, ale ze spec­jal­iza­cją określono na 3,7 tys. zł, a bez spec­jal­iza­cji – na 3,2 tys. zł.

Współczyn­nik pracy 1,05 (taki jak pielęg­niarka z tytułem mag­is­tra i ze spec­jal­iza­cją) mają także: lekarz, lekarz den­tysta bez spec­jal­iza­cji oraz far­ma­ceuci, fizjoter­apeuci, diag­ności lab­o­ra­to­ryjni posi­ada­jący specjalizację.

Źródło: NIPiP

Lekarze kończą z pracą ponad siły

Fot. Mate­riał pra­sowy /​Joanna Matecka

Zmęczeni, niewys­pani, biorący dyżur za dyżurem, wresz­cie postanow­ili przystopować. Chcą pra­cować maksy­mal­nie 48 godz. tygod­niowo. Na tyle pozwala im uni­jna norma, ale polscy lekarze prze­siadują w szpi­ta­lach i przy­chod­ni­ach dwa razy dłużej. Nasze prawo pozwala im legal­nie się zaharowywać, wystar­czy, że pod­piszą klauzulę zgody na dłuższy czas pracy. Jako pier­wsi zbiorowo wypowiedzieli ją lekarze z Lublina. Teraz chcą do nich dołączyć koledzy z całej Polski.

Karetki z pac­jen­tami stoją kilka godzin w kole­jce na pod­jaz­dach do izby przyjęć. Pac­jenci z ostrym bólem czekają całą noc na przyję­cie do szpi­tala, a ślep­nący dwa lata na oper­ację oczu. Będzie jeszcze gorzej, bo lekarze w kole­jnych szpi­ta­lach nie godzą się pra­cować tyle, ile dotychczas.

Dyrek­tywa Unii Europe­jskiej dla bez­pieczeństwa pac­jen­tów i lekarzy nakazuje, aby medycy nie pra­cow­ali dłużej w ciągu tygod­nia niż 48 godzin. To oznacza, że dzi­en­nie mogą leczyć 9 i pół godziny od poniedzi­ałku do piątku. W Polsce lekarze pracują ok. 7080 godzin tygod­niowo. O zbiorowym wypowiedze­niu klauzuli przez lekarzy w Lublinie donosił Dzi­en­nik Wschodni. Lubelscy lekarze zro­bili to, bo ich zarobki nie przys­tawały do ilości przepra­cow­anych godzin. Teraz klauzulę wypowiadają kole­jne szpi­tale, a z zapowiedzi lekarskiego związku zawodowego wynika, że planują to wszyscy lekarze w Polsce.

Pół mil­iona ślepców

Jeśli lekarze będą leczyć przepisowe 48 godzin tygod­niowo, kole­jki wydłużą się dwukrot­nie. Tym­cza­sem dziś na wiz­ytę u spec­jal­isty czeka się nawet 9 miesięcy. Mieszkanka Wrocławia osiem godzin wiła się z bólu na izbie przyjęć nim trafiła na odd­ział szpi­talny. Pożałowała, że nie zadz­woniła po karetkę, tylko wsi­adała w tak­sówkę i przy­jechała do szpi­tala sama. Niestety, niewiele by to zmieniło, bo karetki z pac­jen­tami też stały po kilka godzin na pod­jeździe do Szpi­tal­nego Odd­zi­ału Ratunkowego. Okazuje się, że na izbach przyjęć czekają całą noc nie tylko dorośli, ale także dzieci i to w szpi­ta­lach klin­icznych w całej Polsce. Nikogo już nie dziwi, że na zabieg usunię­cia powodu­jącej śle­potę zaćmy czeka się dwa lata. Obec­nie kole­jka liczy pół mil­iona pac­jen­tów. Siedemdziesię­ci­o­let­nia mieszkanka Zielonej Góry, choć mieszka sama, bo dzieci pracują w Anglii, świet­nie sobie radz­iła dopóki nie dopadła jej zaćma. Teraz boi się wyjść z domu, żeby się nie przewró­cić, nie czyta książek, nie rozwiązuje ulu­bionych krzyżówek. Nic jej się nie chce i coraz częś­ciej ma „czarne” myśli. Sprawdz­iła, że pry­wat­nie usunię­cie zaćmy kosz­tuje 3 tys. zł. Nie stać ją. Tym­cza­sem, jeśli lekarze będą pra­cować krócej, czas oczeki­wa­nia na zabieg może wynieść nawet cztery lata.

Czter­dzi­estu chorych bez lekarza

Kole­jki nie maleją nie tylko dlat­ego, że NFZ kupuje za mało usług zdrowot­nych. Prob­le­mem jest też brak lekarzy. W nocy w szpi­talu na odd­ziale często jest tylko jeden opieku­jący się nawet kilkudziesię­cioma pac­jen­tami. Jak pod­kreślają dyżu­ru­jący medycy, roboty jest mnóstwo. Tym­cza­sem, kiedy na izbę przyjęć trafia chory, lekarz z odd­zi­ału musi przyjść, zbadać go i zde­cy­dować, co dalej. Dok­tor zostawia nawet czter­dzi­estu ciężko chorych i idzie na izbę przyjęć. W jed­nym z warsza­ws­kich szpi­tali lekarze w obawie przed prawnymi kon­sek­wenc­jami pozostaw­ienia pac­jen­tów bez opieki pisali oświad­czenia, że w konkret­nym cza­sie zostali wezwani na izbę przyjęć. Nie zawsze jed­nak lekarz może zejść z odd­zi­ału. Często wykonuje jakieś zabiegi. Wtedy chory, który właśnie przy­jechał do szpi­tala czeka. Gdyby dyżu­ru­ją­cych na odd­ziale było więcej, kole­jki na izbie przyjęć zmniejszyłyby się. — Pol­ska musi liczyć tylko na włas­nych lekarzy. Nie jest atrak­cyjnym miejscem wykony­wa­nia tej pro­fesji i nie przy­ciąga spec­jal­istów z zagranicy – mówi wiceprezes Naczel­nej Rady Lekarskiej prof. Romuald Kra­jew­ski. Tym­cza­sem medyków jest za mało i według prog­noz będzie jeszcze mniej. Prob­le­mem są bardzo niskie zarobki młodych lekarzy, które nie drgnęły od 9 lat. To częsta przy­czyna wyjazdów młodych dok­torów z Polski.

Małżeństwo bez zdol­ności kredytowej

Wojtek i Anna są lekarzami w Warsza­wie. On robi spec­jal­iza­cję z hema­tologii, ona z pedi­atrii. Wojtek pisze też dok­torat. Postanow­ili wziąć kredyt na mieszkanie. Okazało się, że nie mają zdol­ności kredy­towej. Aby ją osiągnąć, pracują po 400 godzin miesięcznie. Nie widzą się przez 4 dni w tygod­niu. O dziecku przy takim sys­temie pracy na razie nie ma mowy, choć mają już po trzy­dzieści lat. Gdyby pra­cow­ali usta­wową liczbę godzin, zara­bi­al­iby około 3170 zł brutto (2100 zł „na rękę”). To bardzo frus­tru­jące, bo tegoroczna śred­nia kra­jowa to 4251 zł brutto. – Ksz­tałcimy się tak długo. Sześć lat studiów, rok stażu i teraz pięć do sied­miu lat spec­jal­iza­cji. A ja nie mam nawet zdol­ności kredy­towej — skarży się Anna. — Ludzie powierzają w nasze ręce naj­cen­niejszą rzecz, jaką mają, własne życie i zdrowie. My robimy wszys­tko, co można, a nawet więcej, „świecąc oczami” za wady sys­temu i wieczne braki, a płaci się nam poniżej śred­niej kra­jowej – dodaje.

Amnezja min­is­terstwa

Wypowiadanie klauzuli pozwala­jącej na dłuższy niż wyz­nac­zony Dyrek­tywą UE czas pracy to, po prze­jś­ciu wszys­tkim możli­wych poko­jowych dróg negoc­jacji i uświadami­a­nia poli­tyków, forma nacisku na rządzą­cych, aby pod­wyższyli pen­sje młodym lekar­zom. Ich żąda­nia są zgodne z tymi, których doma­gał się pub­licznie obecny min­is­ter zdrowia Kon­stanty Radzi­wiłł zanim objął to stanowisko. Dziś mogąc zre­al­i­zować własne pos­tu­laty, zapom­niał o nich. Chodzi o dwie śred­nie kra­jowe dla dok­tora w trak­cie spec­jal­iza­cji i trzy dla spec­jal­isty. To oznacza­łoby, że lekarz zara­bi­ałby na rękę 5,5 tys. zł, a spec­jal­ista 8 tys. zł. Nie są to wcale wielkie pieniądze, bo z danych Głównego Urzędu Statysty­cznego wynika, że urzęd­nicy zara­bi­ają prawie trzy min­i­malne pen­sje „Kowal­skiego”. Jak przekonuje lekarz Jarosław Bil­iński, wiceprze­wod­niczący Porozu­mienia Rezy­den­tów OZZL pod­wyższe­nie pen­sji lekar­zom byłoby korzystne dla wszys­t­kich Polaków. — Należy zacząć od ure­g­u­lowa­nia spraw kadrowych, aby „biały per­sonel” miał motywację do pracy. Wtedy łatwiej będzie ustalić, jak wiele można od niego wyma­gać. Dziś ordy­na­tor wiedząc, że jego lekarze zara­bi­ają po 2 tys. zł i pracują ponad siły, nie chce nakładać na nich dodatkowych obow­iązków. Min­is­terstwo Zdrowia nato­mi­ast płacąc żenu­jąco mało nie ma takich obiekcji i obow­iązków wciąż przy­bywa, głównie tych biurokraty­cznych. Co jeszcze bardziej napom­powuje balon pełen frus­tracji – mówi Bil­iński. Dlat­ego młodzi dok­torzy zbier­ają oni pod­pisy pod oby­wa­tel­skim pro­jek­tem ustawy zwięk­sza­jącej wyna­grodze­nie lekarzy i pielęg­niarek, który można pod­pisać na stronie: www​.rezy​denci​.org​.pl

Autor: http://​www​.medonet​.pl